środa, 2 kwietnia 2025

Laura Steven - "Nasze nieskończone życia"

Autor: Laura Steven

Tytuł: Nasze nieskończone życia

Wydawnictwo: Jaguar [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2025

Ilość stron: 352

Ocena: 7/10


Opis:

Opowieść o dwóch duszach i tragicznej miłości trwającej przez całe millenium!

Kochali się przez tysiąc wcieleń. Zabijali w każdym z nich.

Evelyn pamięta wszystkie swoje poprzednie wcielenia. W różnych ciałach, różnych płciach. Pamięta również, że w każdym z nich została zamordowana przed swoimi osiemnastymi urodzinami przez Arden, nadprzyrodzoną istotę związaną z jej duszą. Zrozumiała już, że nie może oszukać losu.

Problem w tym, że Evelyn bardzo lubi swoje obecne życie. W dodatku w tym właśnie życiu ukochana młodsza siostra potrzebuje jej, aby przeżyć. Dosłownie.

Dlatego tym razem Evelyn nie zamierza dać się zabić. Chce w końcu złamać klątwę, zacząć żyć po swojemu i nie zakochać się ponownie. I ma na to tylko cztery dni…


Recenzja:

Trochę się za tę książkę zabierałam. Trochę się bałam, że się zawiodę, bo opinie w internecie wydawały się w większości być aż za dobre - i dawały zbyt dużą nadzieję na całkiem wysoką poprzeczkę. Ale ostatecznie w końcu powiedziałam sobie, że muszę w końcu dowiedzieć się, jak ja "Nasze nieskończone życia" odbieram i jak ja je będę oceniać - i spójrzcie sami, moja nota to solidna siódemeczka, czyli naprawdę całkiem wysoka ocena!

Co byście zrobili, gdybyście mieli żyć tysiąc wcieleń, w każdym kochać tylko tę jedną osobę... i za każdym razem umierać z jej rąk przed ukończeniem osiemnastego roku życia? 

Evelyn do dzisiaj nie wie, dlaczego Arden ją zabija. Wie, że kocha TO (bo w różnych wcieleniach oboje mają różne płcie - to nie jest tak, że zawsze Evelyn jest dziewczyną, a Arden chłopakiem!) bezgranicznie, jakkolwiek bardzo się nie krzywdzą. Używają swoich pierwszych imion, ale za każdym wcieleniem też mają nowe - nowe rodziny, nowe państwa, nowe czasy... Wszystko jest nowe. Tylko ich miłość nie. I to, że zawsze Arden odnajduje Evelyn przed ukończeniem przez nią osiemnastego roku życia, aby ją zabić.

Evelyn czasem nawet nie wie, kim w aktualnym życiu jest Arden - czy jest blisko niej, czy raczej dopiero się pojawi i zakończy ich życia? Klątwa - bo chyba tak to można nazwać - która ich obejmuje, sprawia, że nie są w stanie zginąć od czegokolwiek innego niż... sami od siebie, że tak to ujmę. A gdy już umierają, to zawsze robią to razem.

W obecnym wcieleniu Evelyn bardzo chce uratować swoją młodszą siostrę, która choruje na białaczkę - tylko ona może być dawczynią szpiku kostnego, ale zbieg wyznaczony jest na moment, gdy Evelyn ukończy już osiemnaście lat - a ona doskonale wie, że Arden, kimkolwiek teraz nie jest, nie poczeka na to, by uratować małą Grace. Co więcej, Evelyn nie pamięta początków tych tysięcy wcieleń, nie pamięta nawet wszystkich wcieleń, ale... Bardzo chciałaby to wszystko już zakończyć i mieć normalne, długie i pełne przygód oraz doświadczeń życie. Czy tym razem Arden zrozumie, że musi przeżyć trochę dłużej? Czy będzie miał litość? A może chociaż w końcu wytłumaczy jej, dlaczego oboje muszą umrzeć, zanim ukończą odpowiedni wiek?

W "Nasze nieskończone życia" nie mamy tylko i wyłącznie aktualnej historii. Mamy też mnóstwo retrospekcji, poznawania historii Evelyn i Arden w różnych wcieleniach. Czasem były to lata, gdzie były najlepszymi przyjaciółkami, innym razem walczyli razem na wojnie lub próbowali wspólnie przeżyć na Syberii... Dopóki nie nadchodził dzień osiemnastych urodzin, a tych dwoje akurat dosyć szybko się odnajdywało, ich losy naprawdę potrafiły być piękne. Pewnie dlatego nie byłam w stanie znienawidzić Arden i byłam ogromnie ciekawa, co kieruje tym, że musi zabijać... 

Na końcu się oczywiście dowiadujemy - i przyznam szczerze, że to trochę takie słodko-gorzkie zakończenie, ale mimo wszystko na końcu miałam w oczach łzy szczęścia, a na twarzy: delikatny uśmiech. Myślę, że Laura Steven zrobiła to wszystko odpowiednio - i zamknęła historię Evelyn i Ardena w sposób, który naprawdę świetnie do nich pasował.

Piękne wydanie, piękne zdobienia - nasze polskie wydanie jest doskonałe. A co więcej, chociaż zdaję sobie sprawę, że tłumaczka miała ogromnie trudne zadanie, bo po angielsku wszystkie te płcie i związane z nimi określenia są dużo łatwiejsze do ogarnięcia niż w przekładzie na nasz bogaty język, to wiem też, że Anna Pochłodka-Wątrorek zrobiła to w sposób fenomenalny i sprawiła, że dzięki jej ciężkiej pracy "Nasze nieskończone życia" czyta się wręcz jednym tchem.

Ja sama, jak już zaczęłam czytać "Nasze nieskończone życia", to nie odłożyłam książki, dopóki nie minęłam ostatniej kropki. Myślę sobie, że zdecydowanie warto przeczytać tę powieść młodzieżową - i chociaż odrobinkę rozczarowało mnie wytłumaczenie, dlaczego ich dusze nieustannie wracają i się szukają, bo w mojej głowie były dużo ciekawsze wytłumaczenia, to jednak myślę sobie, że ta historia i tak jest dobra.

Podsumowując: polecam - nie tylko nastolatkom, bo jestem chodzącym przykładem na to, że dorosłym (i dojrzałym) czytelnikom także się ta fabuła spodoba!

3 komentarze:

  1. Od kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki, byłam jej bardzo ciekawa. Ostatnio ją kupiłam więc będzie czytane😁

    OdpowiedzUsuń
  2. O, to wcześniej nie pomyślałam, ale może to być dobra historia, jeśli się ją dobrze poprowadzi. Ciekawy pomysł, choć też bardzo duże granie na emocjach. Ostatnio w książkach musi być śmiertelna choroba, by czytelnik zaczął płakać... Nie było potrzeby pisać o różnych płciach na opisie okładki, teoretycznie nie o to chodzi w tej opowieści. Najważniejsze - czy wytłumaczenie tej klątwy było naprawdę satysfakcjonujące?

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nasze nieskończone życia" przyciąga treścią oraz okładką. Ja uwielbiam takie historie nieoczywiste takie z innego świata które mają w sobie czynnik pananormalny. Do tego koncepcja połączenia dusz, przy czym odkrywamy ich poprzednie wcielenia w różnych epokach dla mnie to wysienka na torcie. Mam na oku tą książkę.

    OdpowiedzUsuń